Dear friends,
Pomyśl: prawdopodobnie masz ponad 90 kont online. Twoje aktywa cyfrowe są prawdopodobnie warte ponad 5000 USD. Tylko 27% ludzi ma jakikolwiek plan na to, co stanie się z ich cyfrową egzystencją po śmierci. Ta luka między potrzebą a działaniem? Tam tkwi rynek.
Doświadczamy idealnej burzy demograficznych zmian. Millennialsi osiągają szczyt zarobków, będąc pierwszym pokoleniem żyjącym całkowicie online. Trwa transfer majątku 68 bilionów USD i jest coraz bardziej cyfrowy. Tymczasem ramy prawne w końcu nadganiają, stany uznają cyfrowe testamenty, a Europa wprowadza prawa do cyfrowego spadku.
Ale oto, co mnie frustruje w tej szansie rynkowej: większość rozwiązań traktuje to jak problem techniczny, podczas gdy to w gruncie rzeczy kwestia ludzka. Budują kalkulatory, gdy ludzie potrzebują poezji. Tworzą arkusze, gdy rodziny potrzebują opowieści.
Dlatego zbudowaliśmy DeathNote inaczej. Zrozumieliśmy, że nie chodzi tylko o przekaz aktywów czy zarządzanie kontami—chodzi o zachowanie ludzkich więzi, które nadają życiu sens. Szansa rynkowa jest ogromna, bo potrzeba emocjonalna jest uniwersalna.
Nie ekscytują mnie kwoty w dolarach, choć potwierdzają to, co już wiedzieliśmy: ludzie desperacko potrzebują lepszych sposobów planowania cyfrowej śmierci. Ekscytuje mnie to, że jesteśmy częścią tworzenia zupełnie nowej kategorii troski o człowieka—takiej, która szanuje zarówno naszą technologiczną rzeczywistość, jak i głęboką potrzebę sensownej więzi w czasie.
Ten wzrost rynkowy oznacza, że miliony ludzi uznają, że ich cyfrowe życie ma znaczenie, że ich relacje online zasługują na troskę, i że miłość może i powinna wykraczać poza fizyczną obecność. To nie tylko szansa biznesowa – to ludzkie przebudzenie.
JP, Luca, CJ, 8, and Summer